20-lecie odnowy wspominaj z nami

Galeria



Wizyt:

Dziś2
Miesiąc108
Ogółem39793

Obecnie:

Odwiedza nas 67 gości oraz 0 użytkowników.

W Nim wszystko ma sens...

Wychowałam się w rodzinie wierzącej i praktykującej. Jednak atmosfera i stosunki między domownikami miały wiele do życzenia (był też alkohol). Chciałam jak najszybciej opuścić swój dom rodzinny i zacząć nowe, lepsze życie.

Niestety rany wyniesione z domu (brak akceptacji siebie, poczucie niższej wartości, wstyd, lęk, brak poczucia bezpieczeństwa) nie sprzyjały budowaniu dobrych relacji z mężem, ani z jego rodziną. Byłam zła sama na siebie, że nie potrafię funkcjonować jak inni - normalnie.

Przez cały ten czas chodziłam do kościoła, ale nie doświadczyłam osobistego spotkania z żywym Bogiem. Kiedy okazało się, że moje trzecie dziecko jest niepełnosprawne, pogrążyłam się w bezsilności i samokrytyce. Stwierdziłam, że się do niczego nie nadaję. Miałam żal, że ciągle jestem tą gorszą i że zawsze już tak będzie. Popadłabym pewnie w bezsens życiowy, gdyby Pan Bóg nie postawił na mojej drodze dobrych ludzi, którzy podali mi serdeczną dłoń, wskazali drogę i miejsce, gdzie można doświadczyć uzdrowienia swoich ran i mimo trudów życiowych być szczęśliwym człowiekiem.

Zaczęłam przyjeżdżać na pierwsze soboty miesiąca, Mszę Św. z modlitwą o uzdrowienie duszy i ciała, oraz na spotkania wspólnoty Odnowy w Duchu Św. Kilkakrotnie prosiłam o indywidualną modlitwę wstawienniczą nade mną. Pan Bóg jest najlepszym lekarzem, krok po kroku, od momentu mojego poczęcia zabliźnia moje rany przez przebaczenie. Chciałabym dużo na raz: przejść szereg rekolekcji, służyć innym, ale to Pan Bóg prowadzi, a ja chcę być Jemu posłuszna. Zdaję sobie sprawę, że jestem powołana do miłości, na drodze jaką jest małżeństwo i do opieki nad chorym synem.

Mój wzrost duchowy zawierzyłam Bogu i tak po kilku latach cierpliwego oczekiwania dostałam łaskę odbycia rekolekcji Reo. Był to czas wielkiego rozmiłowania w Bogu. Doświadczyłam niemal namacalnie Jego przeogromnej miłości i troski o mnie. Przestałam myśleć o sobie jako jednej, prawie nie widocznej w tłumie wierzących. Usłyszałam, że dla Boga jestem tą jedyną, której imię wyryte jest w Jego sercu. Obrałam Jezusa jako mojego Pana i Zbawiciela. Poczułam się bezpiecznie jak małe dziecko w Jego Ojcowskich ramionach. Poczułam się lekko oddając Mu wszystkie swoje troski, lęki i problemy, które nosiłam ostatkiem swoich sił. Oddałam Bogu kierowanie dalszym moim życiem.

Miałam wielkie pragnienie bycia codziennie na Mszy Św. ale w mojej miejscowości nie ma kościoła. Bóg przyszedł z wiadomością, że jest Msza Św. codziennie w Radio Maryja o godz 7 rano. I tak każdy dzień zaczynam od modlitwy, w której za wszystko dziękuję Bogu i uwielbiam Go. Rozważam Słowo Boże i uczę się słuchać tego co Pan Bóg chce mi przez nie powiedzieć. Życie z Bogiem daje wielkie szczęście i radość. W Nim wszystko ma sens. Życzę każdemu spotkania z Bogiem, który jest Miłością.

 Jola

stat4u